Na stronie the National Catholic Register diakon Dominik Cerrato komentuje najnowszy raport CARA dotyczący stałego diakonatu w USA. Diakon Cerrato to doktor filozofii, dyrektor Diaconal Ministries, redaktor magazynu The Deacon, członek Papieskiej Komisji ds. diakonatu, autor, rekolekcjonista i mówca. Artykuł tym bardziej warty polecenia, że CARA zmieniło dotychczasową praktykę publikacji i dostępności raportów. Nie są one obecnie dostępne za darmo, więc tym bardziej warto zapoznać się z poniższym omówieniem i refleksjami. Tłumaczenie tekstu jest zasadniczo maszynowe z niewielkimi poprawkami serwisu Diakonat.pl:
„Każdej wiosny Centrum Badań Stosowanych w Apostolstwie (CARA) publikuje swój coroczny portret stałego diakonatu w Stanach Zjednoczonych.
Na pierwszy rzut oka raport wydaje się być niewiele więcej niż zbiorem wykresów, procentów i analiz demograficznych. Jednak za każdą statystyką stoi człowiek sakramentalnie ukierunkowany na Chrystusa Sługę, jego żona i rodzina, która przyjęła jego powołanie, biskup, który powierzył mu posługę i niezliczone osoby dotknięte głoszeniem Ewangelii, służbą przy ołtarzu czy dziełami miłosierdzia.
Raport z 2025 r. szacuje, że ponad 21 500 stałych diakonów służy obecnie w Stanach Zjednoczonych, z czego prawie 15 000 pozostaje aktywnych w posłudze. W ciągu ostatniego roku wyświęcono setki mężczyzn, a prawie każda diecezja nadal rozwija formację, ustawiczną edukację, rekolekcje i opiekę duszpasterską.
Te liczby są z pewnością zachęcające, ale zasługują na więcej niż przelotne spojrzenie.
Od czasu przywrócenia stałego diakonatu przez Sobór Watykański II, żaden stopień święceń nie doświadczył tak trwałego wzrostu. W ciągu nieco ponad 60 lat stały diakonat przeszedł od soborowej wizji do porządanej rzeczywistości w życiu duszpasterskim Kościoła. Dzisiaj diakoni głoszą Ewangelię, chrzczą, błogosławią małżeństwa, przewodniczą pogrzebom i innym obrzędom liturgicznym, nauczają, służą ubogim, posługują w szpitalach i więzieniach, pomagają biskupom i prezbiterom oraz wprowadzają obecność Chrystusa do domów, miejsc pracy i społeczności na całym świecie. Niewiele wydarzeń w Kościele posoborowym tak głęboko przekształciło życie parafialne.
Łatwo byłoby postrzegać to po prostu jako udaną inicjatywę duszpasterską. Jednak wiara skłania nas do zadania głębszego pytania. W całej historii zbawienia Bóg często mówił przez wydarzenia, zanim przemówił przez słowa. Exodus, powrót z wygnania, Pięćdziesiątnica i misyjna ekspansja Kościoła apostolskiego nie były tylko wydarzeniami historycznymi – były to chwile, przez które Pan objawił swoje zbawienie. Kościół zawsze był powołany do odczytania znaków czasu oczami wiary. Czy nadzwyczajny i trwały wzrost stałego diakonatu może być jednym z tych znaków?
Kiedy ojcowie Soboru Watykańskiego II głosowali za przywróceniem stałego diakonatu, nie tworzyli nowej służby, ale przywrócili tę, która należała do Kościoła od czasów apostolskich. Przez wieki diakonat istniał przede wszystkim jako etap przejściowy przed święceniami kapłańskimi. Sobór uznał jednak na nowo, że diakonat jest odrębnym stopniem jednego sakramentu święceń, ustanowionym dla posługi słowa, liturgii i miłosierdzia. Przywracając stały diakonat, Sobór wyobrażał sobie ludzi, którzy będą stać sakramentalnie pośród ludu Bożego jako żywe znaki Chrystusa, który przyszedł „nie po to, by mu służono, ale aby służyć” (Mk 10, 45). Niewielu Ojców Soboru mogło przewidzieć wielkość tego, co nastąpi. Dziś stały diakonat stał się integralną częścią życia Kościoła, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. Całe pokolenia katolików dorastały nie znając Kościoła bez stałych diakonów. Sama ta rzeczywistość powinna dać nam powód do chwili refleksji.
Raport CARA przypomina nam również, że każde błogosławieństwo niesie ze sobą nowe obowiązki. Amerykański diakonat dojrzewa. Prawie wszyscy aktywni diakoni mają więcej niż 50 lat, a ponad jedna trzecia ma ponad 70 lat. Emeryci przewyższają teraz liczebnie nowo wyświęcanych w wielu miejscach, podczas gdy setki diakonów co roku kończy swoją ziemską pielgrzymkę. Te statystyki nie powinny być interpretowane jako powód do niepokoju, lecz jak dowód na to, że pierwsze pokolenia stałych diakonów służyły wiernie przez dziesięciolecia.
Kościół musi teraz zastanowić się w jaki sposób nowe pokolenie ludzi usłyszy i odpowie na wezwanie do służby. Pytanie nie brzmi już czy stały diakonat powinien istnieć? – na to pytanie udzielono zdecydowanej odpowiedzi – pytanie brzmi teraz w jaki sposób ta przywrócona służba będzie nadal dojrzewać i odpowiadać na potrzeby duszpasterskie Nowej Ewangelizacji?
Znakiem nadziei jest to, że raport ujawnia również, iż to powołanie staje się coraz bardziej odzwierciedleniem Kościoła, któremu służy. Latynoscy diakoni nadal stanowią rosnący odsetek wyświęconych. Poziom wykształcenia pozostaje niezwykle wysoki: ponad dwie trzecie posiada co najmniej dyplom ukończenia studiów wyższych, podczas gdy diecezje nadal poszerzają możliwości formacji, w tym programy oferowane w języku hiszpańskim. Te wydarzenia sugerują, że stały diakonat staje się coraz bardziej przygotowany do posługiwania w ramach różnorodności kulturowej, która charakteryzuje współczesny katolicyzm. Taka różnorodność nie jest tylko demograficzna; odzwierciedla misyjny charakter samego Kościoła.
Choć te badania demograficzne są cenne, mają one jednak oczywiste ograniczenia. Mogą nam powiedzieć, ilu jest diakonów, ale nie mogą nam powiedzieć, ilu stało się świętymi. Mogą obliczyć średni wiek diakonów, ale nie mogą zmierzyć głębokości modlitwy diakona. Mogą mierzyć liczebność udziału w rekolekcjach i kandydatów w formacji, ale nie mogą określić ilościowo nawrócenia serca. Mogą opisać osiągnięcia edukacyjne, ale nie mogą zmierzyć ofiarnej miłości.
Ewangelia wielokrotnie przypomina nam, że arytmetyka Boga znacznie różni się od naszej. Jednak sama trwałość i wielkość wzrostu stałego diakonatu zachęca do refleksji teologicznej. Jeśli jego przywrócenie stało się jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu współczesnego Kościoła to, co chce przez to powiedzieć nasz Pan?
Trzy możliwości zasługują na uważne rozważenie.
Po pierwsze, wzrost stałego diakonatu może stanowić opatrznościowe zaproszenie skierowane do Kościoła do ponownego odkrycia Chrystusa jako Sługi. Teologia katolicka słusznie poświęciła ogromną uwagę Chrystusowi jako kapłanowi, prorokowi i królowi. Jednak przed ofiarowaniem się na krzyżu, nasz Pan ukląkł przed swoimi apostołami z misą i ręcznikiem, myjąc ich stopy jako Mistrz, który służy. Przed swoją Męką oświadczył: „Jestem wśród was jako ten, który służy” (Łk 22, 27). Służba nie była po prostu jedną z wielu czynności w życiu Jezusa – ujawniła coś istotnego w jego tożsamości.
Każdy stały diakon stoi sakramentalnie jako żywa ikona tej tajemnicy. Jego służba nieustannie przypomina Kościołowi, że wielkość nie znajduje się we władzy czy prestiżu, ale w samoofiarującej się miłości. Być może więc niezwykła ekspansja stałego diakonatu odzwierciedla zaproszenie Ducha Świętego do głębszej kontemplacji wymiaru służebnej tożsamości Chrystusa.
Po drugie, wzrost stałego diakonatu może przypominać Kościołowi, że autorytet osiąga doskonałość w miłości poprzez umiejętność czynienia daru z siebie. Współczesna kultura często utożsamia autorytet z wpływem, kontrolą lub statusem. Ewangelia proponuje zupełnie inną wizję. Chrystus sprawuje swój boski autorytet, wydając się za innych. Każdy stopień święceń uczestniczy w tej samej tajemnicy. Biskup przewodzi jako sługa, kapłan uświęca jako sługa, a diakon sakramentalnie ukazuje tę tożsamość sługi ze szczególną jasnością. Jego służba nieustannie świadczy, że sprawowanie władzy kościelnej znajduje swój najpełniejszy wyraz nie w przywilejach, ale w pokornej służbie.
W czasach, gdy sama władza jest często niezrozumiana lub nieufna, wzrastająca obecność stałego diakonatu może przypominać całemu Kościołowi, że autentyczne przywództwo zawsze klęka, zanim się stanie wobec innych.
Po trzecie, wzrost stałego diakonatu może sugerować, że Chrystus przygotowuje swój Kościół na coraz bardziej misyjną przyszłość. W przeciwieństwie do większości wyświęconych ministrów, stali diakoni zwykle pozostają zanurzeni w zwykłych okolicznościach świeckiego życia. Troszczą się o rodziny, pracują w firmach, uczą w szkołach, opiekują się chorymi, służą w instytucjach publicznych i żyją codziennie wśród tych, którzy mogą nigdy nie przekroczyć progu kościoła parafialnego. To nie jest przypadkowe dla ich powołania, lecz odzwierciedla coś głęboko ewangelicznego.
Ponieważ społeczeństwo staje się coraz bardziej świeckie, Kościół potrzebuje wyświęconych ministrów, którzy mogą nieść sakramentalną obecność Chrystusa w codzienne otoczenie ludzkiego życia. Diakon często stoi dokładnie na tym skrzyżowaniu Kościoła i świata. Być może niezwykły wzrost stałego diakonatu odzwierciedla Boże pragnienie, aby służba Chrystusa stała się coraz bardziej widoczna w miejscach, w których zwykli mężczyźni i kobiety żyją, pracują, walczą i mają nadzieję.
Jedno pozostaje jasne: przyszłość stałego diakonatu będzie ostatecznie określona nie przez statystyki, ale przez świętość. Kościół nie potrzebuje po prostu większej liczby diakonów – potrzebuje świętych diakonów. Żaden plan duszpasterski, program formacyjny lub trend demograficzny nie może zastąpić mężczyzn, których serca zostały przekształcone przez intymną relację z Chrystusem Sługą. Autentyczna służba zawsze wynika z autentycznego uczniostwa. A jednak, jeśli Pan tak obficie pobłogosławił odnowiony diakonat trwałym wzrostem w ciągu ostatnich sześciu dekad, rozsądne jest zapytać czy ten rozkwit sam w sobie jest częścią projektu Jego Opatrzności? Badania demograficzne mogą opisać wzrost – nie mogą wyjaśnić jego najgłębszego znaczenia. To zadanie należy do rozeznania wiary.
Historia często ujawnia Boże cele tylko z perspektywy czasu. Na razie możemy tylko rozważać te możliwości z pokorą, wdzięcznością i nadzieją. Pozostaje jednak jedno pytanie i jest to pytanie godne modlitwy każdego biskupa, prezbitera, diakona czy świeckiego wiernych: co nasz Pan chce powiedzieć swojemu Kościołowi poprzez nadzwyczajny wzrost liczebności stałych diakonów?




